Zespół Szkół Publicznych w Bobowie
- Menu główne
- Aktualności
- Nasz patron
- Nauczyciele
- Pedagog
- Logopeda
- Biblioteka Szkolna
- Samorząd Uczniowski
- Konkursy
- Projekty edukacyjne
- Poza lekcjami
- Publikacje
- Dokumenty
-
Galerie
- Nasza szkoła
- WIRS 2005
- DZIEŃ EDUKACJI NARODOWEJ 2010
- OTWARCIE SALI SPORTOWEJ - 12.11.2010 r.
- OTWARCIE SALI SPORTOWEJ - 12.11.2010 r.
- DZIEŃ SAMORZĄDNOŚCI 2011
- DZIEŃ SAMORZĄDNOŚCI 2011
- I Szkolny Konkurs Piosenki Angielskiej
- Turniej Bezpieczeństwa w Ruchu Drogowym
- DZIEŃ DZIECKA 2011
- DZIEŃ PATRONA 2011
- ŚWIATOWY DZIEŃ SYBIRAKA
- WYBORY DO SAMORZĄDÓW UCZNIOWSKICH 2011
- DZIEŃ EDUKACJI NARODOWEJ 2011
- Składy Samorządu Uczniowskiego
- MIKOŁAJKI Z LECHIĄ GDAŃSK 2011
- MIKOŁAJKI Z LECHIĄ GDAŃSK 2011
- Ogólnopolski Konkurs Edukacyjny
- Dzień Samorządności 2012
- Dzień Samorządności 2012
-
BIP
Esej o Janie Pawle II
„Któż jest ten Polak, kto?... (...)
- To Ty, o! starcze, Ty, jeden bez win i trwóg,
To Ty, na globie Sam, jak w niebiesiech Bóg (...)
Och! Europo!... każ niech wraz zamilknie Potwarca,
Bo bezinteresowność przerosła Ciebie;
Słowa oblężonego starca
Palą się w niebie!”.
(Cyprian Kamil Norwid – „Encyklika oblężonego”).
Jak świat długi i szeroki nazywają to „fenomenem Wojtyły”. Najłatwiej byłoby tłumaczyć ów fenomen charyzmatem, ale jest w nim coś więcej, jakiś nieokreślony supercharyzmat, który porusza nawet obojętnych wobec religii i który magnetyzuje tłumy. Wrażliwi na Jego ton są ludzie ze wszystkich klas społecznych oraz poziomów intelektualnych. „Janie Pawle II, cały świat Cię kocha!” – skandowali wieśniacy portugalscy ustami ludzi wszystkich ras. Gdziekolwiek się pojawi – nieprzeliczone gromady wpadają w ekstazę. Jeżeli Bóg chciał mieć na Ziemi Adwokata Wszechobecnego, to się doczekał.
XX wiek nie zna drugiego przypadku takiej popularności żyjącego człowieka, obejmującej wszystkie kontynenty [...]. Przyciąganie przez Niego olbrzymich rzesz wszędzie, gdzie się ruszy lub pokaże, zostało przez specjalistów określone jako naturalny czynnik całkowicie dezorganizujący komunikację i w kategoriach technicznych uzyskało nazwę efektu Wojtyły.
Nikt nie może powiedzieć jak On to robi, ponieważ On tego nie robi. Ten profesor filozofii, pisarz, poeta, dramaturg, a przede wszystkim Najwyższy Pasterz Kościoła, który nie używa tak szumnych tytułów (sam siebie nazywa Biskupem Rzymu) – emanuje elektryczność wygłaszając zdania proste, bezpretensjonalne, rzekłbyś: banalne, i osiąga u słuchaczy efekt, o jakim nie mogliby marzyć najbieglejsi krasomówcy (nawet, kiedy mówi prawdy niewygodne), przy czym nigdy nie jest to natrętne moralizatorstwo, które psuje humor, a nie zmusza do myślenia. Jednakże źródłem ludzkich nadziei są nie tylko Jego Słowa, bardziej On sam – Jego charakter, Jego odwaga, Jego bratanie się z maluczkimi, Jego inteligencja, Jego żywotność i Jego wesołość, do której – o czym tłumy nie wiedzą – zmusza się dla nich po smutnych nocach spędzanych w samotności nad lekturami, pisaniem i rozmyślaniem przerywanym prośbami do Boga. [...].
Niczym ptak fruwa z kraju do kraju, z kontynentu na kontynent, jest w nieustannym ruchu – jak żaden z papieży. Kontaktując się z narodami – uczłowiecza, ubezpośrednia papiestwo i ze skutkiem, jakiego nikt nie potrafiłby skopiować, podtrzymuje prestiż Kościoła należącego do Boga, który dla wielu przestał być tym samym po Oświęcimiu i Hiroszimie. Ma coś z ponadczasowych przywódców – jak Mojżesz, Joanna d’Arc lub Gandhi – którzy uważali, że ich funkcje wykraczają poza zwykłe sterowanie arką publiczną i obejmują rozszerzanie horyzontu moralnego pasażerów.
Innym celem tego biegu jest pokój między narodami, albowiem z pokojem jest tak, że trzeba biec, jeśli chce się pozostać w miejscu. Oczywiście nie uda Mu się nigdy sprowadzić na Ziemię powszechnego pokoju, lecz może Bóg pozwoli Mu przynajmniej wywalczyć więcej wolności i godności dla człowieka. [...].
Wielkim jest człowiek, któremu wystarczy
Pochylić czoła,
Żeby bez włóczni w ręku i bez tarczy
Zwyciężyć zgoła!
(Cyprian Kamil Norwid – „Wielkość”)
Ma w sobie sprężynę zawziętego trampa i pielgrzymuje wsparty na dwóch kosturach, którymi są dwie Jego pierwsze encykliki. W encyklice Redemptor Hominis jawi się obrońcą prymatu i praw człowieka, i powtarza to wszędzie (przykładowo w Sao Paulo, na trasie pielgrzymki brazylijskiej, poparł „prawa robotników, albowiem chodzi tu o człowieka i o jego godność”). W encyklice Dives Misericordia jest raczej przerażony całym złem istniejącym na świecie i prosi Zbawiciela o miłosierdzie dla ludzi. Nie jest to oznaką bierności, gdyż właśnie wizyty u ludzi mają na celu zmobilizowanie ich do realizacji starego hasła: daj Chrystusowi szansę, pomagaj sobie sam, co znaczy: czyń dobro w sobie i wokół siebie, inaczej ludzkość nigdy nie wyjdzie z błota. [...].
W ciągu czterech pierwszych lat swego pontyfikatu przebył trasę odpowiadającą sześciokrotnej długości równika. Nie wszędzie, gdzie chciał jechać wpuściły go władze bezpieczeństwa (nie zezwolono Mu np. odwiedzić Mindanao, a także Betlejem; wówczas oświadczył, że wybierze się do Betlejem incognito i pomodli tam w noc wigilijną – z trudem Go powstrzymano). [...].
Wokół Jana Pawła II toczy się zwariowana gra cywilizowanego świata, lecz żadni agenci i żadne intrygi nie są w stanie podciąć Mu skrzydeł i zatrzymać Go, jeśli nie potrafiły tego kule płatnego mordercy, które przeszyły Jego ciało. Kalabryjski chirurg, dr Francesco Crucitti, który dwukrotnie w ciągu trzech miesięcy operował Papieża i który „zweryfikował” wiek Ojca Świętego („Il Papa ma zgodnie z metryką 61 lat, ale pod względem biologicznym jest o 10 lat młodszy”), indagowany przez dziennikarzy na temat pobytu świątobliwego pacjenta w szpitalu, odparł
- Przez te dziewięćdziesiąt trzy dni żył jak lew wsadzony do klatki, cały czas myślał o nowych podróżach. Kiedy obok rozmawiano o procesie zamachowca, słyszałem jak mruczy: <<warto by pojechać w tamte strony, albo tam...>>”.
Wędrówka po świecie, by spotykać się z ludźmi, to wierność samemu sobie, kontynuacja raz założonego stylu pontyfikatu. Jest w tym stylu wiele spontaniczności, która go odformalnia na każdym etapie drogi, przez co polityka kościelna przestaje być nadrzędnym celem, staje się nim humanizm w najszlachetniejszej formie. Zrozumieli to nawet chłodni Niemcy (wśród których jest przewaga protestantów), kiedy odwiedził ich „Człowiek z Watykanu” i wydarzył się „incydent” typowy dla Niego, ale dla nich było to zaskakujące:
„Papież nagle zmalał: pochylił się głęboko i ukląkł – tym razem nie przed ołtarzem, lecz przed człowiekiem okrutnie zeszpeconym cierpieniem i chorobą, który wbrew programowi przekuśtykał mu przez drogę w kościele św. Piotra w Osnabrück. Był to uścisk bez dogmatu i polityki kościelnej, a także bez patosu jakim tchną wielkie gesty” („Die Zeit”). [...].
Źródło: Waldemar Łysiak „Wyspy Bezludne”, fragmenty eseju pt. „Ruchomy cel”;
Warszawa 1994